Nie wszystko, co się liczy może zostać policzone i nie wszystko, co może być policzone, liczy się.



3/2011 (25)

"Zarządzanie Jakością"

Od przybytku głowa boli

Czy Państwo wiedzą, ile stron liczył Dziennik Ustaw w roku 1990? 1350. W 2000 – już 7500. A w 2010? Ponad 18 000 stron! A to nie jest jedyne źródło prawa w Polsce – dodać musimy potężne prawo unijne publikowane w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej, Dziennik Urzędowy Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”, publikujący akty prawa wewnętrznie obowiązujące najwyższe organy władzy i wreszcie – dotyczące każdego z nas – prawo miejscowe samorządu terytorialnego. Setki tysięcy stron, może już miliony.

Roman Batko

Jakość unplugged


Nie można mieć wątpliwości, że NIKT już tych regulacji nie obejmuje swoim umysłem. Programy komputerowe tylko połowicznie wspierają działania prawników, ponieważ prawo jest wewnętrznie niespójne, a czasami sprzeczne. Niektóre ustawy zmieniane są kilkanaście (!) razy w ciągu roku. Żeby nie być posądzonym o gołosłowność, przywołam zmienianą średnio 13 razy w każdym roku ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych. Tekst jednolity ustawy ukazał się w 2000 r., zatem jeśli podatnik chce się upewnić, jak rozumieć dany aspekt sprawy, musi najpierw przestudiować tekst jednolity, a następnie zajrzeć do 133 Dzienników Ustaw! Toniemy w regulacjach, interpretacjach, odwołaniach, komentarzach, wykładniach i orzecznictwie. Końca tego procesu nie widać.

Hiperinflacja prawa tworzy też niebezpieczną sytuację, kiedy naprawdę ważne regulacje, dotyczące kluczowych dla ładu społecznego spraw, giną w gąszczu przepisów, przykryte takimi rozporządzeniami jak malownicze już w tytule z pozycji 1597 z DzU nr 267/2011 Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 23 listopada 2011 r. uchylające rozporządzenie w sprawie rodzajów towarów, których objęcie procedurą celną z zastosowaniem procedury uproszczonej zależy od spełnienia dodatkowych warunków, oraz towarów wyłączonych spod tej procedury. I śmieszno, i straszno. Nadmierna regulacja powoduje de facto deregulację i chaos, ponieważ nie mogąc łatwo i intuicyjnie odnaleźć potrzebnej informacji, nie szukam jej wcale, proponując własne (niekoniecznie najlepsze) rozwiązanie danej sprawy. Biurokracja oczywiście karmi się tymi tysiącami stron papieru ustawowego. To takie właśnie rozporządzenia, ustawy, procedury, zarządzenia, uchwały i zalecenia nadają sens jej działaniu, zatrudnieniu, przewlekłości, niekompetencji i co tam jeszcze, według własnych doświadczeń, będziemy chcieli dodać. Taka konstrukcja prawa państwowego rodzi pokusę imitacji. Dostrzegamy podobną proceduromanię w sektorze biznesu, który powinien działać bardziej racjonalnie, bo nastawiony jest na efektywność, przynoszenie zysku akcjonariatowi. W jakiejś zachłannej potrzebie regulowania każdego ruchu pracownika gubi się istota przedsiębiorczości, jej elastyczność i pewna skłonność do ryzyka. Wolność jest warunkiem kreatywności. Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie protestuję przeciwko regulacjom sprzyjającym wprowadzaniu nowo zatrudnianych, niedoświadczonych pracowników na stanowisko pracy, ograniczającym błędy przy bardziej złożonych procesach. Protestuję przeciwko nadmiarowi, banałowi, pustosłowiu i komplikowaniu pracy, ośmieszaniu zaufania oraz wiedzy cichej, jaką posiadają prawdziwi fachowcy, a której nie ujmują żadne instrukcje.
 

Tym, którzy uważają, że wystarczy publikować papierowe procedury, aby świat był bardziej uporządkowany, polecam piękną opowieść Anthony’ego de Mello (Śpiew ptaka, 1982/1992):

Lalka z soli przeszła tysiące kilometrów po ziemi, aż pewnego razu dotarła do morza.

Zafascynowała ją ta ruchoma i dziwna masa, całkowicie różna od wszystkiego, co dotąd widziała.

– Kim jesteś? – zapytała lalka z soli morze.

Morze odpowiedziało z uśmiechem: – Wejdź i zobacz.

I lalka weszła w morze. Ale im bardziej w nie wchodziła, tym bardziej się rozpuszczała, aż nie zostało z niej prawie  nic. 

Nim rozpuścił się ostatni kawałek, lalka  
zawołała zdumiona:

– Teraz już wiem, kim jestem!

Realizacja: editWEB Powered by: editWEB CMS