Ważniejsze od wykonywania zadań we właściwy sposób jest wykonywanie właściwych zadań.

1/2008 (11)

"Zarządzanie Jakością"

Drogowskaz idzie do miasta

Dzisiaj kilka słów o relacjach pomiędzy spragnionymi nowoczesności organizacjami a doradcami, którzy przychodzą do nich z nowinkami na sprzedaż.

Roman Batko

Jakość unplugged


Dzisiaj kilka słów o relacjach pomiędzy spragnionymi nowoczesności organizacjami a doradcami, którzy przychodzą do nich z nowinkami na sprzedaż. Podstawowy problem jest taki, że bardzo wielu konsultantów nie jest w stanie wiarygodnie odpowiedzieć na pytanie, co da firmie wdrożenie takiego lub innego systemu zarządczego, jakie jest ryzyko związane z niepowodzeniem, jakie są rzeczywiste koszty, a jakie korzyści. Z drugiej strony pościg za „nowoczesnością” rozumiany jest przez menedżerów jako nieustanne generowanie zmiany, a zatem doradcy z kolejnym cudownym eliksirem biznesowym są pożądani, bez nadmiernego eksponowania pytania o wartość tego, co przynoszą. Zmiana, zmiana, zmiana… Brakuje czasu, żeby zobaczyć, co ona przynosi, bo już biegniemy za nową modą, znów bezrefleksyjnie. Jeżeli istnieje dziś jakieś doświadczenie wspólne wszystkim menedżerom – pisze James Champy – to jest to brak tchu i poczucie przeciążenia pracą. To, co pilne, zdaje się wypierać to, co ważne. Można powiedzieć – na własne życzenie, ale przecież właśnie rolą doradcy jest dbać o bezpieczeństwo klienta, być uważnym przewodnikiem pokazującym istotę spraw, rzeczy ważne.

Nieetyczną jest inna postawa – sprzedaż, bez względu na konsekwencje. W takim przypadku mówienie zastępuje gadanina. Zamiast myślenia o jakości, tony papieru na temat „jakości”. Jakże często pisanie o jakości - różnorodne deklaracje, polityki, księgi itp. - jest bezmyślne. Po prostu pozbawione prawdziwej refleksji, namysłu nad sensem działania i jego efektywnością. Myślenie o jakości ma przyszłość, ale musi też nastąpić jakościowa zmiana konsultingu. Zapewne każda organizacja kiedyś doświadczyła takiej sytuacji, którą można zawrzeć w metaforze rzeki. Otóż dochodzimy do jej brzegu, widzimy wartki nurt i głębię, wiry i inne niebezpieczeństwa, ale też mamy świadomość, że może o krok od nas są płycizny i bezpieczny bród. Jak przeprawić się przez rzekę, jaką podjąć decyzję? Doradzają mi most. Buduję. Zajmuje to czas i zabiera pieniądze. Most jest jednak solidny, przejdę bez ryzyka na drugi brzeg. Tylko czy będę miał po co? Spośród tych, którzy zaryzykują przeprawę, część zginie w odmętach rzeki, ale będą i tacy, którzy odkryją płyciznę. Na drugim brzegu będą przede mną, a za nimi tłum naśladowców.

Jaka jest zatem odpowiedzialność doradców? Czy byli kiedyś w podobnej sytuacji granicznej? Czy może doradzać ktoś, kto nie był na brzegu rzeki i nie musiał nigdy podejmować takich decyzji, nie musiał podejmować ryzyka? Sama teoretyczna wiedza już nie wystarczy. Józef Tischner wspomniał w jednej ze swoich książek o chińskim mistrzu znakomitym znawcy i nauczycielu moralności. Mistrz miał wielu studentów, którym klarował przedmiot swojej mądrości. Kiedyś jeden z nich wspiął się na wyżyny odwagi i zapytał – Mistrzu, wykładasz nam zacną naukę moralności, ale przecież widzimy, że się do niej nie stosujesz. Chen Gu Wan odpowiedział: a widział ktoś drogowskaz zmierzający do miasta? Anegdota urokliwa, ale tylko na pozór. Doradca przestaje być autorytetem, jeżeli nie jest specjalistą, nie mówiąc już o tym, że nie postępuje według zasad, które głosi. Drogowskaz musi chodzić do miasta!


Realizacja: editWEB Powered by: editWEB CMS